Upadek Brek Zarith

Królestwa upadają, kruszą się w pył, aby powstało na nich coś nowego. Jak bardzo pragnienie jednego człowieka zdoła podźwignąć ruinę?

Aaricia przetrzymywana jest przez Shardara Mocnego w twierdzy Brek Zarith. Władca zdaje sobie sprawę z nienawiści, która go otacza. Tyran ma przeciw sobie wikingów prowadzonych przez Jorunda Byka i Galathorna, także jego baronowie spiskują przeciw niemu. Jednak najgroźniejszym przeciwnikiem jest samotny mężczyzna udający się do twierdzy, by uratować ukochaną. Thorgal nie spocznie, póki nie ujrzy Aaricii – a także pewnej niespodzianki, którą ma dla niego jego żona. Także Shardar ma niespodziankę dla wikingów, którzy przybywają, by okraść jego skarbiec – śmiertelną dla wielu – czy Galathorn odzyska królestwo?

Niesamowicie klimatyczny zeszyt. Duszna atmosfera twierdzy Brek Zarith udziela się czytelnikowi – atmosfera upadku i dekadencji. Zakończenie jest tak „thorgalowe” i tak pasujące do niego, że czytałam je z uśmiechem na ustach. Shardar jest fascynującą postacią i aż szkoda, że występuje jedynie w tym tomie.

Trochę cytatów

Shardar: Zbyt wiele widziałem i za stary jestem, by bać się czegokolwiek, Helgicie. Możesz zaczynać, jestem gotów.

Falster: Późno wzywałbyś pomocy, Shardarze. Nikt cię już nie uratuje. Straże są po naszej stronie. Gdy przybędzie książę Galathorn, ofiarujemy mu twą głowę na znak naszego poddaństwa.

Shardar: Proszę… Cha! Cha! Któż mógłby rozpoznać wielkiego Shardara w tych łachmanach?

Aaricia: To przykre dla króla, który uważa się za wielkiego.